[ECHO SLONSKA]  [ FORUM]  [SERVIS]  [SLONSK]  [RUCH AUTONOMII ŚLĄSKA]

www.Slonsk.com 
KONTAKT:  post@Slonsk.com 

  INFORMACJA

 SERVIS-HOME

 INFORMACJE


9.5.2003

KULTURA

Muzea i stowarzyszenia śląskie z letargu wzbudzić


Muzea i stowarzyszenia śląskie z letargu wzbudzić

W mojej obecnej wsi, choć 20 tysięcznej, w jej historii właściwie nic specjalnego się nie działo.

Nie mówiąc o II wojnie światowej, gdy obok Duesseldorfu bombardowali Anglicy i Amerykanie fabryki metalowe i rafinerię, i tutaj spadło sporo bomb. W wojnie 30-letniej, raz siłą nawracano na katolicyzm, raz Skandynawowie z Duńczykami na protestantyzm. No i przemarsz Napoleona w 1806 roku. Nic poza tym w tej to wsi Baumberg, dzielnicy Monheim am Rhein szczególnego się nie działo. Żadnych zmian masowego przetasowywania ludności, prawie żadnych innych „ruchów”.

Do dzisiaj pielęgnują swoją kulturę i zwyczaje w muzeach, izbach pamięci i w różnych 44 ferajnach e.V. zaangażowani są mieszkańcy tego 20 tysięcznego miasteczka! Tak tętni życie miasteczka – a muzea i ferajny są tu tego dowodem.

Inaczej było i jest prawie do teraz jeszcze na Górnym Śląsku. Zawsze wielki ruch w wojnach, masowych przemieszczaniach, zmianach nazw miasteczek i wiosek, nazwisk, imion, kultur, tradycji, języków, po prostu stałe zmiany. Wojny niszczyły, ale też dawały nowe impulsy, a z domowin czy hajmatów powstawała – mała ojczyzna – bo to pojęcie walki o nie istniejącą wielką ojczyznę trzeba było pozostawić w pamięci innym, potomnym. Przy tej okazji niszczyli następni, co zrobili poprzedni – stara gra tu na tej geograficznie źle położonej krainie. A może dobrze położonej, tylko ludzie zgotowali takie nam losy, może będzie teraz lepiej w tym trójkącie geograficzno-historycznym. To tu wiele się działo, wiele niszczono, ale wiele też przy tym zdobywano, brano zawsze co dobre, aktualne, co dawało możliwości się dalszego rozwijania, kiedyś istotnie prostego ludu, prostoty życia, zamknięcia w sobie tego tygla gotującego się w setkach lat.

Z chaosu przechodzono w harmonię, by za chwilę nowe władze nazywały poprzednią harmnię chaosem, teraz wprowadzając nową „harmonię” Każdy tak robił, każdy kosztem tego ludu, tradycji, kultury, ale i dawało to też coś pozytywnego – kształtowanie się osobowości człowieka tej ziemi.

Dzisiaj budzą się z letargu – w nowych czasach, w nowej nadziei, w nowych możliwościach przy wrotach otwierających się do EU.

Z czym do Europy, z czym – w nowych układach, z nową ludnością, nie zjednoczoną ludnością, nie stanowiącą już dalej „soli tej ziemi” Jak kiedyś mówiono, przychodzący władcy wyssysali tu krew i bogactwa, teraz jest to samo. Przybysze do ”małej ich ojczyzny”, nie związani z terenem, z myślami o starych po ojcach kresach, łanach pięknych łąk, pastwisk, z kulturą mieszaną ze Wschodem, nie jak tu u nas z Zachodem. Tu stykają się dzisiaj też koła zamachowe z różnych przeszłości a zęby na tych kołach nie harmonizują z technicznego punktu widzenia, jedne za wielkie – niszczą innych, najczęściej tych tu zasiedziałych autochtonów, dalej siedzących na czterech literach, bez zaangażowania, bo znowu ich będą może „bić”. Gdy czujący się dobrze, wielu od 300 lat na tej ziemi zostali przepędzeni na Zachód, tak jak to Ukraińcy robili na tych tu przybyłych, uciekających ze swojego m.in. na Śląsk zaraz w 1945-ym. Odeszli stąd „przegonieni”z kulturą, tradycją od wieków, znikły nazwy miast, dzielnic - powstawały nowe o wielkiej „dziurze kulturalnej starej tradycji” jak w „Wołkowe” – temu podobne nazwy jak w Gliwicach, dla nowych w nowej ich teraz małej ojczyzny, tracąc ich wielką, zza Buga i Notecią. Gdy nowi w ostatnich latach potworzyli wiele swoich „wschodnich” ferajn, najczęściej w dużych miastach, zasiedzieli autochtoni od setek lat przespali, nie dostosowując się do nowych warunków, w których dla przykładu nowi właściciele, bez uczucia dla tej ziemi, też kapitalistycznie postępują jak na Zachodzie, gdy ochrona pokrzywdzonych nie funkcjonuje dostatecznie. Stąd narzekania na niedoskonały jeszcze system polityczno-gospodarczy w aspekcie socjalnym ludu pracy. Jedynie małe misteczka i wioski mogą jeszcze konkurować z nawałnicą nowej kultury, stanowiąc jedyną ostoję śląskości w tym regionie.

Nowi i „zasiedzeni” tu pozostali, to w większości właściwie Polacy, którym oderwano korzenie na Wschodzie, i teraz ich się tu próbuje dostosować, na obcej domowinie, w wśród innych, innymi sposobami, jakie kiedyś tu nie obowiązywały. Mamy na myśli pełną tolerancję, tu słynną nazywaną ”śląską tolerancją”. Bez względu na wyznanie, język, kulturę – ważne było by pracować, ale i mieć coś z życia – jak to umożliwiali fabrykanci. Nie tak było jak opisywali, szczując w czasach socjalistycznych, winiąc zawsze poprzednich o innej kulturze. Te obelgi pozostały wielu ludziom w umyśle, szczególnie Górnoślązakom przybyłych tu przed 150 laty ze Wschodu Polski, kiedy była ona pod zaborami, w czasie powstań, żyjąc w nędzy. Teraz po tych czasach stali się głównymi Górnoślązakami, ale z nutką nostalgii za poprzednimi szabelkowymi czasami wymachiwania, kiedyś w walkach narodowo-wyzwoleńczych, dzisiaj w powietrzu, z tradycji tak po polsku, jak to na wschodnich rubieżach czyniono. Sami jako narzędzie dalszych powstań, tym razem na Górnym Śląsku, w swej tradycji wymachiwania na rozkaz nowych wodzów. „Narzędzia” zostały, lud na nowo jako mięso armatnie, a wodzowie i ich dzieci spakowali manatki i nie z tobołkiem wyruszyli na tolerancyjny „Zachód” – nowe jednostki „Polonii” w Ameryce, Anglii czy Niemczech. Czasy się zmieniły, demokracja nastąpiła, wolność też – mimo to wodzowie, czyli rodziny po Korfantym, Grażyńskim potem Mikołajczyku, czy wielkich wieszczy wolą z dala od „wielkiej ojczyzny”. Dają tym przykład jakie mieli zawsze swe cele – władza, władza, źródła dochodu, walka rękami Polaków stających się Górnoślązakami. A mali dziennikarze, broniących nowych w ich nowej małej ojczyźnie stali na straży by utrzymać co jeszcze z czasów szabelek pochodziło, wyrządzając wiele zła innym, też mających prawo do domowiny czy hajmatu na tym tyglu trzech kultur, języków, nacji. Tak do dzisiaj ostatnich 10 lat niszczy się jeszcze ich szabelkami by jacyś, chcący coś odtworzyć, przypomnieć, podnieść rangę regionu, stać się bliżej Europy – zdławić. Jak okres „zimnej wojny” – tej nie pisanej III psychologicznej wojny światowej, tak na Górnym i Dolnym Śląsku realizowano „zimną walkę szabelkową” – słowną, psychologiczną, walkę ludzi „dołu”, nie zwracając też uwagi na ofiary ich słownego demagogicznego brutalizmu, gdy u góry dawno kanclerze i prezydenci - na znak nowych czasów - ściskali się w objęciach.

Obecy stan ludności – tu mówi się o jednej nacji, nie reagując na mniejszości i ich prawa, ich tradycje, ich potrzeby. Przypomnijmy, choć Polska nie chce o tym mówi, i nie stara się komitetowi Unii Europejskiej dostarczyć jednoznacznej odpowiedzi:

W Polsce jest 38,5 mln ludności, ale są i (liczby w tysiącach:) 500 do 1000 Niemców, 200 – 300 Ukraińców, 200 –250 Białorusinów, 20 –40 Roma-Cyganów, 20 –30 Litwinów, 20 –30 Słowaków, 5 – 15, Żydów, są i Czesi, Grecy, Tatarzy, Armeńczycy, Ormianie i inni.

Nowi przychodzą do Polski, i do tygla 3-ch kultur – biznesmeni z nowym majątkiem, firmami, czy powracający z Niemiec, Holandii czy Australii. Każdy ma mieć swoje prawa, do życia i rozwijania się w duchu swoich przodków – takie jest założenie EU – w nowej swobodzie, demokracji, jednym prawie dla wszystkich, bez wywyższania jednych i tym samym poniżania innych.

W kulturze – pozostali tu Górnoślązacy polscy i Polacy wywalczyli sobie już izby pamięci, szczególnie w szkołach, domach kultury – ale tylko z lat ostatnich 80-u lat – ich sławy szabelkowego wypracowania nowego dla nich stanu. A gdzie inni? Ta wielokulturowość szczególnie na Śląsku!

Śląsk w większości od innych regionów Europy w swej historii długofalowo reprezentował począwszy od początku XIV wieku swoją trilateralną zasadę, trzy języki, trzy kultury bo trzy nacje – polska, czeska i niemiecka – w tym leży siła śląskiej kultury. Z Czechami i księstwami, obecnie leżącymi na terenie Niemiec jako oknami na świat – jakim była rdzenna Europa. Tego zazdrościli w Polsce, tego i bali się w Polsce. Dzisiaj jedynie może prof. dr. hab. Idzi Panic z Uniwersytetu Śląskiego jedynie pogdybać na łamach „Dziennika Zachodniego” – jakby to było fajnie mieć przymierze Polski Litwy i Niemiec, gdy Śląsk byłby w Polsce, albo przymierze Polski Litwy i Czech, gdyby Jan Luksemburczyk najpierw zamiast Śląsk - podbił Mało- i Wielkopolskę – z jego koroną polską. Gdybanie jak by to było, jakie mocarstwo, jaka przybyłaby kultura z Zachodu. Niestety łączenie się Polski zawsze ze Wschodem, nie równało się z trędami środkowej Europy. A to właśnie reprezentował Śląsk w jego trilateralnej zasadzie – niestety nie z Polską. To jest tą kością niezgody, i do tej pory nie dopuszcza się do myśli, że śląska kraina z czeską kulturą i zachodnimi wieloma sąsiadami niemieckojęzycznymi – stanowiła potęgę, czego profesor nie podkreślił. A oś Wrocław-Praga czyli Breslau-Prag była najprężniejszą osią kultury w Europie. A potem Opole-Harz-G.-Katowice-Berlin-Dortmund – najpotężniejszą krainą przemysłową, o dogodniejszych od innych warunków socjalnych – w czasach pruskich. Do tego dochodzą w wiekach wpływy duchowieństwa Krakowa i Wrocławie (Breslau) na Śląsk – nowa potęga wiary w hajmatach, domowinach! Gdzie dzisiaj znajdziemy oddźwięk tych kultur, tradycji, zwyczajów branych z trzech stron – w tolerancji i pokoju, najmniej agresywnego regionu śląskiego w Europie. Jak tu coś tworzyć z muzealnymi objektami świetności i dumy europejskiej, silniejszej od polskiej, i bardziej nieskazitelnej do tego. Gdy Czechy i Rosja i Niemcy były stałymi wrogami Polski, takim wydaje się im też Śląsk. A ostatnich lat stosunek Polski do tej krainy, potwierdza tę tezę. I tu jeszcze tworzyć muzea potwierdzające potęgę śląską w układzie z Czechami i niemieckojęzycznymi krainami? Śląskie kościoły to już w sobie wielkie muzea sakralne trójprzymierza śląskiego, objekty z czasów wielu narodów, w większości z Zachodu! Nie bójmy się tego faktu, wy duchowni, z Zachodu poczęci – w IX do XIV wieku, gruntowani do XIX a następnie jako główny czynnik polonizowania Śląska - z uwagi na napływy polskich robotników tu do pracy.

Jak tu działać, jak dalej postępować, jak się angażować, jak stać dumnie w przekonaniu swoich ojców, mieć swoje korzenie – mieć swą identyfikację wynikającą z lat – tego oczekuje Europa. Takie pytania zadawać będą goście, turyści – chcący widzieć, kiedyś świetność tej krainy, jak to są do tego przazwyczajeni, jak było to kiedyś, nie tylko od 1922.

Jakie izby mają być tworzone, pamięci z obozu zagłady i 1922 – czyli grozy i szabelkowych potyczek, ofiar śląskiego narzędzia, dziś jadących potomków ich wodzów na odsłanianie następnych pomników ich ojców i spowrotem do nowej małej ich ojczyzny dobrobytu, do Ameryki, Anglii.

Pojedynczo – to syzyfowe prace, i urzędowo - mało zaangażowanych urzędników z małych ojczyzn także, ale tworzonych się stowarzyszeń miłośników kultury, tradycji śląskiej, historii w objektywnych spojrzeniach, nie czekając na następne 50 lat – co potem powiedzą postronni, my teraz wykuwamy innym naszą podszarpniętą identyfikację. Jeszcze pięć lat temu zaproponowałem na łamach mojej publikacji powołanie stowarzyszenia: „Śląska Kultura i Sztuka w Dziejach Europy” – w czasie dwóch lat zgłosilo się: - jeden kandydat chętny, pan G. z Rudy Śląskiej. Tak się aktywizują nasi ludzie. Może dzisiaj, znów w innych czasach, bądzie inaczej. Ale moja inna propozycja w 2002 roku w internetowej publikacji „Hl Michael” – by odkryty podupadający pomnik św. Michała Archanioła w Poczdamie – ratować z propozycją przeniesienia go na Śląsk - gdy do tej pory jest w zapomnieniu – śląskiego rzeźbiarza Augusta Kissa z Paprocan – ziemi pszczyńskiej.

Jak tu tworzyć izby pamięcim, muzea – gdy z harmonii robiono chaosy, niszcząc zawsze dowody materialne w pożarach, burzeniach, wyrabiania piętna na sercu i na duszy skazy.

Górnośląskie eksponaty historii tego terenu – poniewierają się po innych muzeach we Wrocławiu, Warszawie i innych miastach, nie w zarodku. Nie przypominać nagminnie, tak jak po 1945 uczono się niemieckiego w całej Polsce tylko nie w śląskich szkołach.

Szukajcie swych reliktów, pamiątek, dowodów tradycji wszędzie, w mieszkaniach pierwszych przychodzących do „ich małej ojczyzny”, w mieszkaniach władz byłych komunistycznych, mających możliwość rekwirowania co nie zgodne z duchem nowej komunistycznej tradycji, - meble, instrumenty, obrazy, rzeźby, książki, stroje. Szukajcie w innych muzeach, co śląskie, i ma być na Śląsku. Kościół, ich kapłani z lat 50 - 60 tych na ziemiach wyobcowanych, zbierali świętych obrazy, figury, przedmioty kultury, książki, gazety – wszystko co stanowiło wartość, o czym oni dobrze wiedzieli – przechowywali, najczęściej w swoich mieszkaniach – do dzisiaj!

Jako dziecko pamiętam wiszący obraz wycieczki śląskiej do Ziemi Świętej w latach 1910 – 1915, gdzie również babcia Valeria S. uczestniczyła. Ojciec z bojaźni trzymał go na strychu, ale po remontach budowlanych budynku, jakiejś socjalistycznej firmy – znikł na zawsze – ukradziony. Gdzie go szukać, cząstkę identyfikacji? Patrzcie co wyrzucają w towarze na pchlich targach, najczęściej po zgonie zagubionego Ślązaka - natrafisz na cenne małe dowody naszej kultury, teraz tu poniwierane i za bezcen przez ich dzieci, już niezainteresowanych śląskością, sprzedają za grosze swoją identyfikację! Tak robi dobrobyt, i nie przyznawanie się do korzeni, nie tylko w Niemczech W Polsce – każdy pochodził z Lwowa, nie ze wsi – też tak robią w dobrobycie tzn. zapominają, wykoślawiają, są często złym przykładem, wręcz robiąc złą robotę swoim przodkom, domowinom.

Wiele moich „skarbów” przeszłości – pochodzi z „Flohmarktu” – pchligo targowiska – nawet wczorej przywiozłem ze Strasbourgu gipsową statuetkę – „dziewczyny na lwie” – przypomniającą do złudzenia dzieło Theodora Kalide, synka z Chorzowa (Koenigshuette), profesora na Zachodzie.

W kolejce czeka mój artykuł na temat Uniwersytetu Breslau – we Wrocławiu – wraz z moimi znaleziskami na takich tarowiskach. Tak czekają moje następne publikacje, koszetm aktualnych spraw śląskich tej chwili, chwili, której nie można znów przegapić. Czeka wiele wiele przed nami, jak i przede mną. Nie mając wiele czasu na pokusy tego dobrobytowego świata – i po co to robimy, by siebie wzbogacić, wzmocnić identyfikację, skąd korzenie. Biedny ten będzie w Europie, który nic nie będzie wiedział o swoich przodkach i w koło Macieja jako ofiara ostatniej wojny, przypomninać będzie o jednej jego identyfikacji – ofierze hitleryzmu – bo takie wcielili komuniści nam w głowie nienawistne przesłanki do sąsiada, tak odizolowali wszystkich od innych, od Europy, od nas samych, nas Europejczyków. Jak było przyjemnie, gdy 4.05.2003 nasz prezydent chóru Bayer Leverkusen Maennerchor, Prof. Dr. Volker K. Pilz w Strasbourgu przed publiką koncertową w kościele św. Thomasa – piękną francuzczyzną referował założenia naszego koncertu z muzyką Schuberta, Bruknera, Mendelssohna-B. Webera i Bortnianskiego – na ziemi, jak śląskiej przemiszczanej w historii „wiecznych wrogów” – jego – kiedyś chłopaka z tych ziem. Od dziecka w dwóch językach wychowany, jak i na Śląsku miało to kiedyś miejsce. Ale niechby jakiś górnośląski uczony, przy takiej okazji piękną niemczyzną pozdrowił publikę – zaraz byłby w wielkim podejrzeniu ludzi z małej ojczyzny. Tu kojarzy się zaraz taki język z hitleryzmem, a człowieka w ten sposób osądza się jako przeciwnika polskości na Śląsku.

Grupujcie się w gronach miłośników przykładowo parków, starówek, zamków, zabytków, gór, rzek, czy drzew itp.- jak to czyni Europa Nostra w Den Haag (Hadze). W ich udziale można nawet przystąpić do współzawodnictwa, kto lepiej opiekuje się i pielęgnuja nas otaczające dobra, wygrywając przy tym plakietę Europa Nostra. Próbując takiego współzawodnictwa dla nagrodzenia bardzo dobrze prowadzonych drewnianych kościółków w Oleśnie i Bieruniu, niestety, sekretarz kurii pożyczył mi tylko „Bożej pomocy”. Nie mając dostatecznych dowodów na pokazanie stopnia zaangażowania wiernych, objekty te nie trafiły do odznaczenia tej organizacji, a szkoda, i mojego straconego czasu, pracy 3 miesięcy w tym temacie również. Potraktowano mnie jako obcego, chcącego coś zrobić dla 400-letnich kościółków, bez udziału odpowiedzialnych. Tu na Śląsku należy po prostu samemu się organizować, przyjąć nowe formy samoobrony, samopomocy, dla samowystarczenia. System kapitalistyczny będzie tu jeszcze długo raczkował wśród ludzi okresu przejściowego, dlatego w jego niedoskonałości należy się samoorganizować! Organizujcie się w ferajny typu e.V., wystarczy już 7 członków z wybranym zarządem, statut stowarzyszenia i zatwierdzenie w sądzie, jako jednostki o własnym rozrachunkiem, celami i zadaniami grupy. Szukajcie sponzorów, przeznaczający wam sumy fundatorskie, które oni sami mogą je odzyskać od swoich podatków. Więc pieniądz zostaje z pobliskich fabryk, instytucji na miejscu, w domowinie! Co może centrali się nie podobać, ale tylko tym sposobem, składkami i samozaangażowaniem się dojdziecie do wzbogacenia regionu, do przybliżenia się europejskiej kulturze.

„Przebudź się, serce moje i pomyśl” - „Wach auf, mein Herz und denke”

słowa Andreasa Gryphiusa na Śląsku - w czasie kataklizmu dla Śląska i całej Europy - wojny 30-letniej. A jak tętni wasze życie, waszej domowiny, waszego hajmatu, waszej małej ojczyzny?

Herb „Europa Nostra”z Hagi – symbolizuje co winno podlagać ochronie przez człowieka, i do czego jesteśmy zobowiązani, by dla potomnych przekazać to co nas teraz otacza.

Herb „Pan-Europa” – z Monachium - europejską kulturę danego regionu kontynuować, czcić i propagować, a zarazem dążyć do utrzymania godności każdego człowieka – to cele tej organizacji!

Pod rozwagę dla wszystkich i do czynu pobudzić chcący:
Peter Karl Sczepanek

Peter Karl Sczepanek 
Eisenstädter Str. 6, 40789 Monheim am Rhein

Monheim/Rh, den 9.5.2003

Tel/Fax 02173-66742
sczepanek@gmx.de
www.Silesiana.gmxhome.de

w Rheinische Post:
www.rp-online.de
search: Sczepanek

Silesia-Info:
www.Slonsk.de
www.Slonsk.com
www.Slnsk.org
www.EchoSlonska.com
www.RegioPolis.net