Uważnie śledzę temat opolskich
pomników upamiętniających ofiary I i II wojny światowej. Cieszę się, że „Dziennik Zachodni” podjął
ten problem i pozwala się też wypowiedzieć w tej sprawie mieszkańcom Śląska.
Całą istotę sporu postrzegam w kontekście typowego polonocentryzmu. Na Śląsku wielu decydentów potrafi pięknie
mówić o bogactwie wielokulturowości regionu, ale są to jednak często tylko puste słowa. W niewielkim stopniu idą
za tym czyny, bo ciągle jeszcze przeważa opcja „propagowania polskości tej ziemi”, nawet kosztem przekręcania
faktów historycznych.
Ja osobiście patrzę na to jako Polak, który zarazem czyje się też Ślązakiem. Tkwi to we mnie od najmłodszych
lat. Od czasów gdy babcia z dumą i czcią pokazywała mi zdjęcie dziadka w mundurze Kriegsmarine, gdzie służył w
czasie I wojny światowej. Był Polakiem z Wielkopolski, który bezpośrednio po wojnie przyjechał na Śląsk za pracą
i tu brał czynny udział w powstaniach śląskich (wojenna służba w niemieckiej armii wywarła ogromny wpływ na
wartość bojową powstańczych oddziałów). Nie miałem okazji poznać go osobiście, gdyż zginął w zbiorowym
wypadku na kopalni w 1935 roku.
Myślę, że za wieloletnią służbę w niemieckiej marynarce wojennej też mógł zostać odznaczony Krzyżem Żelaznym
i również dlatego chciałbym bronić tego odznaczenia.
Naziści w dobie II wojny światowej posłużyli się tym orderem, dokonując jednak znaczących zmian w stosunku do
pierwowzoru. Otóż w środku krzyża umieszczono swastykę, a na dolnym ramieniu datę 1939. Tak więc jeżeli taka
wersja krzyża widnieje na kontrowersyjnych pomnikach, to jako obywatel Polski gotów jestem skuć je nawet osobiście,
czując się do tego upoważniony przez prawo polskie, a nawet międzynarodowe.
Jeżeli jednak nie są to krzyże w wersji nazistowskiej, to apeluję o rozwagę, o przeanalizowanie zaistniałego
problemu nie tylko z punktu widzenia Polaka czy Niemca, ale również Ślązaka.
W Niemczech Krzyż Żelazny jest znakiem Bundeswehry, czyli obecnie naszej sojuszniczej armii z NATO i jakiekolwiek
sugestie dotyczące restrykcji wobec tego symbolu są oczywistą bzdurą. Zaakceptowały to nie tylko Niemcy, ale
wszystkie państwa NATO, a w tym Polska.
Czując się obywatelem III Rzeczpospolitej, mieniącej się być państwem obywatelskim muszę jednak zaprotestować
wobec postawy władz w tej sprawie. Zaistniała sytuacja dość wyraziście obrazuje pewnego rodzaju walkę pomiędzy
aparatem biurokratycznym a społecznością obywatelską naszego państwa. To stały konflikt rozgrywający się w różnorodnych
płaszczyznach na naszych oczach, w którym ta druga strona jest na wyraźnie słabszej pozycji. We własnym interesie
muszę stanąć po stronie słabszego. Zwłaszcza że sam w sprawę „ajzynkrojcow” jestem od lat wmieszany.
Od dawna kolekcjonuję śląskie banknoty zastępcze, wydawane w latach 1914-1924 przez lokalne władze miast i gmin.
Swoje zbiory opracowałem w postaci wystawy i już piąty rok prezentuję systematycznie w szkołach, domach kultury i
muzeach województwa śląskiego (w sumie 80 wystaw). Kilkakrotnie prezentowałem też moją ekspozycję na Opolszczyźnie.
Otóż na banknotach części miast śląskich (od Zabrza po Zieloną Górę) umieszczano również wyobrażenie Krzyża
Żelaznego, co było wtedy czymś zupełnie naturalnym.
Tak więc od lat propaguję wizerunek tego odznaczenia w polskich placówkach oświatowych i kulturalnych, szczycąc
się zarazem tym, iż ma śląski rodowód. Tę moją akcję wystawienniczą traktuję jako osobistą, obywatelską
politykę regionalną, kulturalną i edukacyjną. Broniąc więc Krzyża Żelaznego, bronię zarówno obywatelskiej
postawy mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, jak też i własnej.
We „Dziynniku” łostatnio ło tym napisali
Że zaś sie czepiajom tych ślonskich dynkmali
Komuś zawodzajom na nich ajzynkrojce
Za kere krew loli nasze ołpy łojce
Zaś sie przewrocajom we grobach boroki
Niyważne czy Niymce Ślonzoki Poloki
Kamratami byli we armii Wilusia
Ginyli kaj Bog doł – rzodko leżom u sia
Hulo na kerchowach europejski wiater
Niyjedyn syn niy wiy kaj je jego fater
Niyjedyn wnuk niy wiy kaj som ołpy kości
Ale duch tych przodkow w ajzynkrojcu gości.
Z wyrazami szacunku.
Bronisław Wątroba
Opublikowano tysz w Dzienniku Zachodnim z 4.3.2003