Odnaleźć piękno w codzienności.
Utrwalić przemijający czas.
Oddać za pomocą materii lub słowa coś, co niepojęte.
Dostrzec pieśń we wszystkich rzeczach.
Udowodnić, że piękno istnieje, że kształtem jest miłość...
Z półtora godziny zrobiły się trzy.
Dużym dramatem Górnoślązaków jest fakt, iż wielu ludzi z zewnątrz nie potrafi zrozumieć skomplikowanej sytuacji
tej ziemi, sytuacji kształtowanej setki lat. Słyszy się niekiedy bardzo krzywdzące sądy. Mimo wielu przeciwności kraina ta zawsze na
nowo zakwitała, tak jak to czytamy w wierszu naszego wieszcza górnośląskiego Joseph von Eichendorff (1788-1857):
"wo er neuen Blütenkleid,
zu Gottes Lob wird rauschen".
Nie wyczerpując jeszcze połowy, pokazania naszej różnorodności górnośląskiej, ze szczególnym pokazaniem przedstawicielom
domowiny tarnogórskiej, domowinę pszczyńską z jej kościółkami, zameczkami „chałupkami” i krajobrazem, gdzie żył i
tworzył nie tak dawno Alfons Wieczorek.
My nie pochodzimy z kulturalnej nicości starych lasów górnośląskich,
tylko z uzasadnioną dumą wskazujemy na wyjątkowość naszej historii,
która z współczesnego miejsca środka wskazuje nam drogę do przyszłej Europy.
Richard Pawelitzki
Wiele podziwu widziało się na twarzach zebranych, niedawno połączonych stowarzyszeń różnych kierunków tego
regionu. - widząc w pokazach przeźroczy, wiele, wiele podobieństwa z domowiną plesską. Mieszkańcy obu domowin mieszkają od siebie 50
km, ze środkiem w Katowicach.
Lata poprzednie nie pozwalały bezpośrednio poznawać się dogłębnie na niwie geograficznej, historycznej, socjalnej,
a szczególnie gospodarczej tych dwóch domowin, tak do siebie bardzo podobnych, leżących na skraju wschodniej części całego Śląska.
Miały wiele przykrych momentów historycznych w rzeczywistym zetknięciu, no powiedzmy 2-ch różnych światów historii europejskiej.
Przykładowo często nachodzone przez innych ze Wschodu przy szukaniu pracy w ich wyższej kulturze gospodarczej, wpływów językowych w
gwarze tych domowin, ale i kiedyś napadanych i plądrowanych przez Kozaków, Husytów, rabusiów. Ale mówmy dzisiaj o pozytywach tych
regionów, bo one będą decydowały jak przyjmie nas Europejczyk z EU. Byśmy godnie, rzeczowo i z dumą mogli się chwalić, doceniając
dzieła naszych przodków z tych 2-ch domowin. Przy tej okazji przybysze do nas ze Wschodu, czyli tu u nas dla nich w małych ojczyznach,
pozwoli im zrozumieć i docenić Górnoślązaka, aby w przyszłości ich dzieci w tych krainach czuły się od razu prawdziwymi, nowymi
generacjami Górnoślązaków. Bo i na Górnym Śląsku logicznie biorąc, rodzą się i wychowują się Górnoślązacy.
Przede wszystkim, rzeczowość istotna,
nie dająca się ponieść nierealnym marzeniom.
Idealizm w czynach, nigdy w słowach.
Słowa są twarde, szorstkie i treściwe :
Oszczędność i pracowitość,
o jakiej w innych dzielnicach nie ma pojęcia.
Wytrwałość. Wytrwałość jest może cechą
najbardziej charakterystyczną w psychice śląskiej.
Głęboka szczera religijność .
Jako zaś proste uzupełnienie tych zalet,
silne życie rodzinne, przywiązanie do starego obyczaju.
Brak Ślązakom gładkości, wdzięku,
umiejętnego prześlizgiwania się po powierzchni życia,
ale nie tymi zaletami buduje się państwa,
jeno tamtą twardzizną, w której czyny dźwięczą lepiej od słów.
Zofia Kossak-Szczucka
Weźmy Katowice z Gliwicami jako oś czarnego Górnego Śląska, i wyobraźmy sobie, że na mapie kładziemy wielką płaszczyznę
długości 30 km na północ aż do Tarnowskich Gór i równocześnie na południe, czyli aż za Pszczynę, Rybnik. Te dwa obszary mają
tyle ze sobą wspólnego, z czego na codzień nie zdajemy sobie sprawy. Świadczy to o tym, że jesteśmy jednolitym społeczeństwem o
podobnym charakterze człowieka, ludzi oddalonych o 60 km, o identycznych zwyczajach, zapatrywaniach, cechach i dążeniach na przyszłość.
To Tarnowskie Góry z okolicami dały przykład nam z Plessii - domowiny i innym setkom śląskich domowinom, miasteczek
i wiosek naszej krainy - jak w przymierzu można wspólnie dochodzić do celu.
Patrząc na wyświetlane akwarele Wieczorka z okolic Pszczyny, Bierunia, Rybnika czy tyskich starych dzielnic, widzieli
się i czuli się jak u siebie w domu słuchacze prelekcji z dnia 6.11.02. Przypominało im to też takie same kościółki drewniane od
Olesna do Siemianowic, jakie widzieli w rybnickiej lub pszczyńskiej domowinie. Dało się nawet słyszeć zaparty oddech, by nie uronić
widoku tego piękna z równoczesnym usłyszeniem coś o dziejach naszych wspólnych regionów.
Mamy podobne krajobrazowo, porozsiewane wśród pól uprawnych - kopalnie i huty, czy ich historyczne szczątki jako
skanseny, dziedzictwa kulturowego, gdzie nasi ojcowie wykuwali jak w rozżarzonych do czerwoności kęsiskach stalowych naszą dzisiejszość.
Mamy wspaniałych ludzi pracy, w technice jak hrabia Fryderyk Wilhelm von Reden, czy w Plessii król technologii cynku J.
Ruberg, albo architekt C. J. Raschdorf. Mamy wielu wspaniałych kaznodzieji, duchownych, wielkich Górnoślązaków.
Nasi kiedyś panowie tych ziem nam przybliżali przez wieki zdobycza techniki i kultury europejskiej na naszych kiedyś
skromnych, ale bogatych krain na obrzeżu całego Śląska.
Książęta Wolnego Państwa Pszczyńskiego, Promnitzowie, Anhaltowie, czy Hochbergowie czynili dobrze w wiekach tej
krainie na płaszczyźnie od Katowic do Goczałkowic, - tak samo jak magnaci von Donnersmarck, von Hohenlohe, czy Ballestremowie dla ziemi
siemianowicko-tarnogórskiej.
Mamy nawet wspólne herby. Widniejący na Ratuszu w Tarnowskich Górach pierwszy z lewej strony z pośród pięciu tam
herbów, to niczym też herb ziemi pszczyńskiej tamtych czasów. Pierwsi magnaci na Plessii, rodzina Thurzonów z Węgier kupiwszy od księcia
cieszyńskiego, kniazia Kazimierza I. w 1517 roku ziemię pszczyńską aż po Mysłowice, Bogucice (Katowice) i Mikołów weszli tym samym z
Plessią do habsburskiej Europy. Później za panowania Karola V. stanowili państwo, gdzie nigdy nie zachodziło słońce. Bo albo w ich
Europie, w której my się znajdowaliśmy, albo odkrytej przez Kolumba Ameryki z habsburskiej Hiszpanii i Portugalii, słońce nam stale
przyświecało.
Tarnowskim Górom przyświecało to samo słońce również, ponieważ po Aleksym Thurzo i biskupie Johannes Thurzo z
wrocławskiej diecezji, rodzina ta łączy się z rodziną Donnersmarcków. Pieniądze ze sprzedanej ziemi pszczyńskiej przelewają w ten
sposób zamożnej rodzinie Donnersmarck, magnatów również z Węgier, działającej na prawie całej ziemi bytomskiej.
Historycznie patrząc, magnaci węgierskich Habsburgów, Thurzonowie i Fukierowie przeszli z Południa powyżej
Katowic.Do dzisiaj obowiązuje ta sama reguła - kapitał nie ma swojej ojczyzny, przechodzi tam, gdzie jest potrzeba. Dzisiaj pozostał po
Thurzonach tylko herb na Ratuszu w historycznym rynku, gdzie później Sobieski przechodził do Wiednia, czy J.W. von Goethe z F.W. von
Reden przesiadywali u „Siedlaczka”. Po Fukierach, jeszcze dalej od Śląska, bo na Śródmieściu w Warszawie pozostała tylko
nazwa restauracji i cukierni „U Fukiera”.
Ten wspólny herb z piaskowca na Ratuszu Tarnowskich Gór, Pszczyna przedstawia go w kolorze. Jego kształt tarczy
podzielonej na połowę, u dołu obrazuje trzy kwiaty jako symbol suwerenności, a u góry stojący lew, symbol wówczas przynależności Śląska
do Habsburgów.
Idąc dalej w głąb historii - mamy wspólne losy nam zgotowane przez dynastię Piastów z 1163 roku.
W tym to roku dzieci wygnanego Władysława Śląskiego tzw Wygnańca wracają po 20-u latach z Brandenburgii na Śląsk.
Starszy, Bolesław przejmuje Wrocław z Legnicą (jako Dolny Śląsk), a Mieszko Plątonogi otrzymał Ziemię Raciborsko-Opolską (przyszły
Górny Śląsk). Ich krewny, wuj Kazimierz (tzw Sprawiedliwy) litując się nad Mieszkiem, i za wyrządzone krzywdy na bracie, a ich ojcu Władysławie,
daruje mu nowe ziemie z posiadłości biskupów krakowskich, mianowicie Siewierz z bytomską kasztelanią oraz Zator-Oświęcim z kasztelanią
pszczyńską. Po ponad stu latach Polacy odebrali te ziemie księciom Raciborsko-Opolskim pozostawiając Śląskowi ziemię „Dynastii
Bytomskiej” i „Dynastii Pszczyńskiej”. Tak Ziemie Tarnogórskie i Pszczyńskie pozostały na wieki na późniejszym Górnym
Śląsku - po lewej stronie Przemszy i Wisły.
Tyle znów mamy wspólnego w historii Śląska!
Tak pięknie i nie tak dawno pisał tarnogórski kaznodzieja J. Konsalla.
Tak dzisiaj, jak na obrazach Wieczorka, również piękne parki i zamki w Świerklancu, Nakło i Tarnowskich Górach
przypominały do złudzenia pejzaż historyczny ziemi pszczyńskiej. Mamy to samo tło historyczne, tych samych twardych i oddanych ludzi
pracy na ich domowinach, mamy dzisiaj te same problemy gospodarcze w tym samym krajobrazie cypla górnośląskiego do rzeki Wisły i
Przemszy. Mamy po prostu tyle wspólnego, i aż się prosi o nawiązanie partnerstwa domowiny tarnogórskiej z domowiną pszczyńską.
Problemy, które rozwiązuje jedna domowina, dotyczą często i drugiej - w tym leży siła przyszłości naszych ziem.
Łatwiej będzie wam szybko dochodzić do prawdy w demokratycznej, bezpiecznej walce o lepsze warunki socjalne waszych mieszkańców
domowin. Należy stworzyć dogodne warunki dla wszystkich tu przychodzących, czyli nowych mieszkańców w ich nowych małych ojczyznach,
aby się szybko zaaklimatyzowali do śląskich warunków.
Znając realia i zaangażowanie waszych przedstawicieli, zwróćcie się proszę z waszego „Przymierza Śląskiego”
do gmin ziemi pszczyńskiej w celu nawiązania szerszej współpracy bratnich regionów. Jako przedstawiciel plesskiej domowiny polecam poniższe
osoby zaangażowane szczególne dla regionu: dr Jan Klimek, poseł na Sejm, przewodniczący rzemiosła z domowiny Chełm, z tej samej
domowiny dr Krystyna Sajdok, socjolog i pisarz, Alojzy Lysko z domowiny Bojszowy - z Sejmiku Katowickiego, ks. dr Jerzy Nyga z Bierunia
Starego, Aleksander Spyra dyrektor Muzeum Drukarni w Pszczynie, Wiktor Mokwa z Wyr k/Mikołowa jako bisnesmen, czy pan Krzyżaniak KIK-u
(Katol. Klubu Intelig.) w Tychach.
Niech zaowocuje praca waszego Przymierza w innych domowinach w symbiozie przyszłego wielkiego Nadodrzańskiego Regionu
na Śląsku. Niech rzeki u nas płynęce O-K-P-W czyli Odra, Kłodnica, Przemsza i Wisła naszych domowin rozpłyną się po całej Europie
z naszymi dobrami, dając świadectwo i wiarę płynącą z naszego, tegoż to zagłębia O-K-P-W.
Dziękując gospodarzowi Tarnogórskiej Galerii „Śląsk inny”, panu Maziakowi równocześnie składam
gratulacje, że w tym kulturowym ośrodku mieliśmy możliwość w czasie wyświetlania przeźroczy zainicjowania następnych kroków do
naszej wspólnej przyszłości.
Pomimo częstych pokazów Wieczorkowego kalejdoskopowego barwnego Górnego Śląska - „inaczej” czy to w
Tychach, Bieruniu, Gliwicach, Katowicach, Wiśle, czy w Düsseldorfie, Leverskusen, Stuttgartcie, albo Königswinter koło Bonn nie było
tak wielkiego spontanicznego i uczuciowego zaangażowania jak w domowinie tarnogórskiej.
Ostatni akord dobrej więzi tych dwóch domowin, z 6. września 2002 w Chorzowie - to przykład wielkiego czynu artysty
rzeźbiarza z tyskiej domowiny Augusta Dyrdy, którego dzieło, postać Fryderyka Wilhelma hrabiego von Reden, jako powtórzenie po rzeźbiarzu
Theodorze Kalide z Chorzowa - wielkiego człowieka dla Tarnowskich Gór, twórcy nowoczesnego przemysłu na początku XIX wieku na całym Śląsku.
Życząc powodzenia w dalszej działalności waszej i pokrewnym domowinom górnośląskim, cytuję naszego wspólnego
wieszcza, podobnie jak w „Przymierzu” z trzema kulturami „narożnikowego tygla” śląskiego, zmierzać możemy
dumnie do nowej Europy:
|
Schläft ein Lied in allen Dingen, die da träumen fort und fort, und die Welt hebt an zu singen, triffst du nur das Zauberwort. Joseph
von Eichendorff |
Drzemie pieśń we wszystkich rzeczach, Które marzą wciąż i wciżą, I świat śpiewać rozpoczyna, Kiedy znajdziesz słowo klucz. |
Poezja: - wszystkie urywki wykorzystałem z mojej książki: „Górny Śląsk w barwach czasu”.
Ilustracje :