Dzień 6. września 2002 roku rozpoczął się w Chorzowie ciekawie
Właśnie co ustalaliśmy sposób współpracy pomiędzy Muzeum w Chorzowie i Uniwersytetem Oldenburg w organizowaniu wspólnych
historyczno-kulturalnych wystaw. W tym do wejścia muzeum zbliżyła się liczna grupa osób, dystyngownie ubrana, spoglądając z
zaciekawieniem na muzealne otoczenie. Na okoliczność odsłonięcia pomnika Fryderyka Wilhelma Hrabiego von Reden (1752 - 1815) w muzeum
czynna jest bardzo interesująca wystawa. Zaciekawiło mnie, dlaczego jeszcze do tej pory nie było żadnych zwiedzających, a była już
godzina 11.00 - gdy w tym, uśmiechy na twarzy zbliżającej się grupy, z ich szeptami, wyjaśniła mi sytuację. Obecna pani dr. Idis B.
Hartmann z Oldenburga jest bliską znajomą przybyłej grupy osób, tak skojarzono i mnie.
Rodzina dzisiaj honorowanego wielkiego Ślązaka, Fryderyka W. von Redena wraz z przyjaciółmi została zaproszona przez
Urzęd Miejski Chorzowa do zwiedzenia tej interesującej wystawy. Po powitaniu z dyrektorem muzeum panią Ireną Białas, wpadly sobie w objęcia
panie von Reden z panią dr. Idis B. Hartmann, która tu nie z ramienia uczelni oldenburskiej, a raczej przyjaciela domu von Reden przybyła
na tak ważny moment rodzinnego uhonorowania, jaki mieszkańcy Chorzowa zgotowali im właśnie dnia 6 września 2002 roku.
Obok rodziny von Reden - Arnd i Helgard, Ulrike, Wilbrand, Alexander Sixtus i Michaela, Alexan-der i Claudia, Gisela i Eckhard von Bock
und Polach, znajdowało się też małżeństwo G.F.Grundmann.
Prof. Friedhelm Grundmann reprezentuje w tym zespole osobę swojego pra- pra-dziadka, Friedricha Wilhelma Grundmann (
1804 - 1887). Dla uzupełnienia należy dodać, iż kiedyś F.W. Grundmann, generalny dyrektor zakładów Franza von Wincklera i H.
Tiele-Winclera reprezentował w imieniu niedawno zmarłego Franza von Wincklera, inicjatora pomnika von Reden przy jego odsłonięciu na wzgórzu
Redena w 1853 roku, gdzie w otoczeniu osobiście przybyłego króla Prus, Fryderyka Wilhelma IV., wielkiego mecenasa kultury, wygłosił
okolicznościowe przemówienie.
Jak wynika z listy gości zagranicznych, nie licząc Generalnego Konsula, pana Dr. Ohr, byliśmy wszyscy, i to właśnie
teraz zgromadzeni w Muzeum Chorzowskim, którzy reprezentowali stronę honorowanej w tym dniu osoby. Żadnych polityków z zagranicy, żadnych
z BdV albo L-OS, tylko rodzina o zawodach architektów, ekonomistów, prawników, nauczycieli i lekarzy, nie licząc mnie, autora artykułu
- czysto sympatyzującego z wszystkim, co przynosi Śląskowi chlubę. Do ciekawostki należy też fakt, iż żadna z osób przybyłych z
zagranicy nie przybyła oficjalnie, jak na delegację ( jak to zawsze robili „Landmannschafty”), a z czysto prywatnym spotkaniem
się z miastem, jego władzami, miłośnikami i mieszkańcami miasta na okliczność śmiałego przedsięwzięcia - trzeciego odsłonięcia
pomnika ich przodka.
Tu w muzeum miałem po raz pierwszy możliwość poznania wielu z rodziny von Reden. Znaliśmy się właściwie już
trochę, ale tylko przez dotyk tastatury w listach e-mailowych, listach zbliżających nas coraz bliżej, aż do spotkania właśnie w
ciekawym, pełen przedsięwzięć związanych z tradycją tej Domowiny - w Chorzowie. Wspaniałe muzeum, troska społeczeństwa, zakładów
a szczególnie władzy miasta na tym terenie zaimponowało każdemu.
W czasie godzinnego pobytu w muzeum zobaczono zgromadzone eksponaty, makiety, mapy, miniaturki pomników z dawnego, i nie
tylko Chorzowa lat XVIII i XIX wieku - obraz niesamowicie ogromnej, jak na tamte czasy, pracy twórczej Fryderyka Wilhelma von Reden. Nie każdy
ma wyobrażenie w jakich warunkach pracował Reden - bez telefonu, komunikacji miejskiej, tylko na koniu, często sam galopujący z miasta
do miasta - aż do utraty zdrowia! Naprawdę poleca się każdemu tę, powtarzam - interesującą wystawę, szczególnie młodzieży
szkolnej, mogącej sobie wyrobić wyobrażenie tamtych czasów, w otoczeniu ze zmaganiami nie Prusaka F.W. von Reden wówczas w Prusach śląskich.
Następny etap zwiedzania to pobliski placyk na którym od wielu lat ozdabia okolicznościowa rzeźba Teodora Kalide, rzeźbiarza
z Chorzowa - „Chłopaka z łabędziem”. Autorem pomnika Fryderyka W. von Reden z 1852 roku był właśnie Chorzowianin Teodor
Kalide.
Dalej przejazd obok Huty Kościuszko, kiedyś dzieło Redena „Königshütte”, aż do przejazdu na wzgórze
Redena, gdzie kiedyś stał od 150 lat, patrząc na dymiące kominy, stanowiska pracy nie tylko Górnoślązaków, ale i przybyłych ze
Wschodu Polski - Polaków - za chlebem i wolnością, w ucieczce przed carem rosyjskim, ciemiężcą i nękających Polaków. Ciekawostka
następna - tak oddany człowiek Śląskowi, Reden został przez króla, w czasie okupacji napoleońskiej zwolniony ze stanowiska zarządzającego
przemysłem, jak i wykluczony z encyklopedii - i to przez to, że chciał ratować kopalnie przed zalaniem wodą gruntową, huty przed
wystygnięciem wielkich pieców. Grabiono i plądrowano przez żołnierzy francuskich, jak i Polaków pracujących już u „Redena”,
którym obiecano nową Polskę przez Napoleona.
Po wzmacnieniu się małą, czarną kawą w sąsiedniej kawiarence, budynku ratuszowym, zaproszono wszystkich gości na
przejazd - w zaprzęgu konnym po Parku Kultury i Wypoczynku. Podziwu było co nie miara, goście z zadowoleniem podziwiali pluca śląskie,
tak potrzebne zapracowanemu ludowi.
I mnie zakręciła się łezka w oku, przypominając sobie moich rodziców i nas czworga wówczas dzieci w roku 1955-ym -
z pamiątkowym zdjęciem przy Ogrodzie Zoologicznego tego to parku.
Z dobrym nastroju wróciliśmy do Chorzowa, by w towarzystwie prezydenta miasta, radnych, związkowców, władzy Związku
Górnośląskiego, historyków śląskich, RAŚ czy spozorów udać się w przemarszu przez miasto na Plac Hutników, gdzie zebrały się tłumy
Chorzowian, z pobliskich miast sympatyków Redena czy z karkonoskiego Bukowca i Tarnowskich Gór. Poczty sztandarowe powiewały z daleka, w
rytmie muzyki śląskich piosenek ludowych kroczyliśmy dumnie pod pomnik.
Nagle, już bliżej - wielkie zdziwienie, szczególnie dostojnych gości, krewnych Redena. Przed pomnikiem i otoczeniu 10
metrów - stojący nieruchomo, jak by wrośli w ziemię, to identyfikująca się grupa pod nazwą KPN - Konfederacja Polski
Niepodleglej-Ojczyzna, czytamy na jednym z transparentów, celowo zasłaniających cokół pomnika z napisami w języku polskim.
Tłumaczę jednemu z orszaku - że to partia polityczna, wykorzystująca jeszcze z czasów walk z okupantem w czasie
ostatniej wojny - symbol tamtych czasów heroicznej walki o wolność z hitlerowskim okupantem w Polsce - kotwica zjednana z literą P jak
Polska. Od razu kojarzyła mi się gimnazjalna literatura lat wojennych - jak inaczej interpretowany był wówczas ten symbol w porównaniu
do dnia dzisiejszego.
Piękna muzyka śląskich pieśni, wokalnego zespołu młodzieżowego ucichła. Najprawdopodobniej był to zespół
„Dąbrowszczaków”, wspaniałego, znanego w świecie zespołu studenckiego Uniwersytetu Śląskiego, czy też Miejskiego Domu
Kultury w Chorzowie, w pięknych strojach śląskich (w jakich i ja występuję, też jak i oni tańcząc i śpiewając śląskie pieśni po
drugiej stronie Odry). W tym pomyślałem - jak by to pięknie wyglądało, młodzi artyści w kolorowych, śląskich strojach ludowych tuż
przy pomniku, nie z tyłu, mało widoczni dla publiki.
Na przeciw trybuny honorowej łopotały piękne sztandary z trójkami stojących przedstawicieli chorzowskich górników,
hutników, związkowców, Stowarzyszenia Górnoślązaków z herbem Silesii Superior, czy św. Jadwigi Śląskiej - Związku Ślązaków.
Nie zwracając uwagi na bojkotujących, traktując ich jak powietrze, zaczęła się część oficjalna.
Kolejno przemawiali: Ryszard Liczba, miejscowy nauczyciel, przewodniczący Miłośników Chorzowa, główny inicjator
realizacji pomnika, dalej prezes Huty „Kościuszko” - Krzysztof Laskowski, prezydent miasta Chorzowa Marek Kopel, miejscowy
proboszcz ks. dziekan Antoni Klemens.
Z rodziny Fryderyka Wilhelma hrabiego von Reden, przemawiali Arnd von Reden z Wirtenbergii oraz w języku polskim z
pozdrowieniami i podziękowaniami Austriak Alexander Sixtus von Reden.
W otoczeniu przemawiających przecięcia szarfy dokonały władze miasta Chorzowa na czele z prezydentem miasta Markiem
Kopelem.
Zespół pieśni i tańca śpiewał śląskie nam znane na tym terenie pieśni, gdy stojące „mumie” roboty,
powiedziałbym, tonowali konkurencyjnie przez nagłośnienia ręcznych megafonów, dla zagłuszania i bojkotowania, swoje jakieś pieśni,
chyba z lat przedwojennych.
Powiedzmy jako obserwator zewnętrzny, muszę stwierdzić wielki nietakt ludzi zachowujących się istotnie jak roboty
zdalnie strowane, lub pionki na szachownicy, przemieszczane przez dwóch wyróżniających się z grona „robotów”. To
podchodzili oni do jednych robotów to do drugich, wydając im rozkazy gdzie aktualnie się przemieścić i gdzie bojkotować najskuteczniej
- zasłaniając sztandarem, zagłuszając megafonem, lub w nagłym ruchu sztandaru z kotwicą odtrącać uwagę rzeczy ważniejszych. Jak
zmieniło się interpretację tego symbolu kotwicy walczących młodych Polaków o wolność swojego kraju, ile heroizmu tamtych lat,
beszczeszczą dzisiaj w naiwnych ich działaniach i to w przededniu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.
Szczytem nieprawości tych bojkotujących, na rozkaz tych dwóch „prowodyrów” było wdrapanie się jednego z
„robotów” na pomnik Redena wysuwając biało czerwony sztandar, i zasłaniając sobą postać Redena - bez patosu panowie
szlachta, robicie jak chcecie, myśląc, że w nowej wolności i demokracji wam danych przez innych, możecie bezgranicznie robić co wam się
podoba. Powiedzmy sztandar w barwach biało-czerwonych - no dobrze - Fryderyka Wilhelma von Reden barwy w herbie są również biało-czerwone,
ale bezprawne wejście na pomnik, własność mieszkańców, dokonana przez jakiegoś obcego w Chorzowie osobnika, to już za dużo. Śledziłem
wyraz twarzy artysty rzeźbiarza Augusta Dyrdy z Tychów, jak reagował na zuchwałe czyny nierozważnych. Samemu i mnie zrobiło się też,
jak wielu zebranym przed pomnikiem - niedobrze, niesmacznie. Ale właśnie taki mieli cel, bojkotujący KPN-owcy zepsuć co dobrego się
robi na Śląsku - wielowiekowa chęć niszczenia co z tej ziemi pochodzi. Takie też skłonności przeciw Śląskowi wyczuwało się
wielokrotnie.
Podziwia się spokój mieszkańców Chorzowa i z innych miast przybyłych na tak doniosłą uroczystość.
Nikt nie uczył ich formalnie co to jest tolerancja i czym ona się charakteryzowała na Górnym Śląsku - mają to Górnoślązacy
we krwi, gościć i szanować przybywających do tej ich „krainy przychodzących” ale i szanować odchodzących, gdy mieli ku
temu powody w dalszym się kształceniu, lub za chlebem odchodzących w czasach kryzysu.
Jak poniżający był moment dla publiki górnośląskiej - w sytuacji gdy jeden z „prowodyrów”,
przyprowadził dwóch, o wyrazach twarzy surowej i groźnej policjantów, kierując się do publiki, i szukając kogoś, rzekomo wypowiadającego
jakieś słowo z ostatniej wojny - wyglądało to na to, jakoby władze policji prowodyrom tu służyły, a nie prawości tego miasta.
Tak źle interpretowana wolność i demokracja ma niestety w Polsce miejsce, wiele jeszcze nie kontrolowanych -
nacjonalistycznych ruchów torpeduje kroki przejścia do Europy, jak nacjo-nalistyczna jest jeszcze oficjalnie Polska, bo przeciaż KPN to
oficjalna partia polityczna - w jakie miesza się, i jakimi metodami dąży do celów, bo i kiedyś były to cele chlubne.
Gwoli ścisłości - Reden to żaden Prusak, jak nazywały go transparenty - to Saksończyk z krainy, z których wywodzą
się też dobrzy polscy królowie. To Saksończyk, który za pomoc Śląskowi w efekcie końcowym został wykluczony przez króla z rządu,
i do dzisiaj z encyklopedii niemieckiej.
Z dumą nosił i utożsamiał się z imieniem Ślązaka, na ziemi tej osiadł opuszczając jego Heimat Hameln nad Wezerą,
przyjmując małą ojczyznę pod Karkonoszami, i tu też został pochowany.
„Przystąpcie bliżej Jego grobu, Jego, człowieka genialnego, Który także Wam był bliski,
Zachowajcie jego grób, nieskażony, Jego, człowieka o dobrym sercu, Bo on był Waszym bratem”.
Mądrość mieszkańców Chorzowa zwyciężyła, na prowokujące wystąpienia KPN (wśród nich nie było żadnego z
Chorzowa) nie zareagowano, i nie dopuszczono do bojkotu, czy bójki.
Tolerancyjna ludność Chorzowa uczciła swoje, w tym dniu święto - mają znów przy sobie postać, która kiedyś dawała
im, ich ojcom, dziadkom, pradziadkom potrzebną pracę.
Mądrość Górnoślązaków dała wiele do myślenia rodzinie Redena - w jakich warunkach „walczył” w
wybranej małej ojczyźnie ich krewny, dla Śląska, ale i dzisiaj zadają sobie pytanie - jak z takimi nacjonalistycznymi elementami,
jeszcze funkcjonującymi w Polsce, można starać się o Europę.
Poleca się wszystkim wspaniałą wystawę w Muzeum Chorzowskim na temat Fryderyka Wilhelma von Reden, zaprosić proszę
członków KPN, niech się uczą demokracji i wolności z historii Śląska. Tuszowane śląskie problemy z lat historii tej krainy dają
dzisiaj złe owoce, przy byle ważniejszej okazji, krępując ręce władzom, ludowi i praworządności.
Czy nie dobrze by było, powiadamiać wszyskie organizacje, partie, stowarzyszenia, ludność o wynikach i wytycznych różnych
ważnych dla Śląska imprez - dla nauki, propagowania, dla poprawienia świadomości Polaków w przededniu wejścia Polski do EU. Prasa śląska
czyni wiele w tym zakresie, wynika z tego, że jeszcze za mało, albo bardziej praworządniej należałoby interpretować wolność i
demokrację.
Bo jak wyraził się J.W. Goethe, przyjaciel F.W. von Redena, i za jego przyczynkiem też kiedyś będący na Śląsku -
„wolność i demokracja - to coś prostego, ale czynić to zawsze praworządnie” - to tylko urywek mojej książki „Górny
Śląsk w barwach czasu”.
Czarującym słowem dla Śląska jest jedno słowo - jak nazwa sąsiedniej, za miedzą siemianowickiej Huty -
„Jedność”. Jedność Ślązaków, ale jak ją uzyskać w tym „tyglu narożnikowym” wielu kultur.
Dzień jeszcze się nie zakończył, po obiedzie na spokojnie pożegnano się z pomnikiem. Teraz dopiero można się było
doczytać na cokole od frontu napisów w języku polskim, dużymi literami:
FRYDERYK WILHELM
HRABIA
REDEN
23.III.1752 - 3.VII.1815
z lewej strony widnieje:
ZASŁUŻONEMU
DLA ROZWOJU PRZEMYSŁU
NA ŚLĄSKU
SPOŁECZEŃSTWO CHORZOWA
-*-
z prawej strony:
ODSŁONIĘTO
W 250 ROCZNICĘ
URODZIN F. W. REDENA
I 200 ROCZNICĘ
URUCHOMIENIA
HUTY KRÓLEWSKIEJ
-*-
z tyłu cokołu:
RZEŹBĘ
TEODORA KALIDEGO
Z 1852 ROKU
ZREKONSTRUOWAŁ
AUGUSTYN DYRDA
W 2002 ROKU
Zakończyło się tym sposobem trzydniowe sympozjum poświęcone Fryderykowi Wilhelmowi von Reden, z pierwszym dniem w
Hucie „Batory” - „Zasługi F. W. Redena dla hutnictwa śląskiego”, w drugim dniu, w muzeum - „F. W. von
Redena i jego zasługi na Śląsku” z wieloma ciekawymi odczytami polskiej nauki w tym temacie. Trzeci dzień - właśnie dobiega końca
- dzień odsłonięcia pomnika F. W. von Reden.
Pożegnaliśmy się i my z rodziną von Reden.
Jedni udali się do Krakowa, Katowic, Pszczyny a inni do Tarnowskich Gór, zwiedzając muzealne pozostałości człowieka
genialnego dla całego Śląska.
Poleca się w tym miejscu - „Sztolnię Czarnego Pstrąga”, i „Kopalnię Zabytkową Rud Srebrno-nośnych”
- pielęgnowane przez Koło Miłośników Ziemi Tarnogórskiej.
Czy przyjadą jeszcze kiedyś Redenowie czy Grundmannowie do naszej pięknej krainy Górnego Śląska? Zobaczymy.
Mamy jednak nadzieję, że w swoich miejscowościach: w Hameln, Mühlacker, Weinheim, Bennigsen, Bonn, Erkrath,
Kaltenleutgeben, Leipzig i Hamburgu będą dawali pozytywny obraz dzisiejszego Górnego Śląska.
Przedstawiciel rodziny, Arnd von Reden w swoim przemówieniu na zakończenie powiedział:
„Obecnie rodzina von Reden, która nadal żyje i pracuje na swych posiadłościach w rodzinnym Hameln w Dolnej
Saksonii, wzruszona i pełen wdzięczności za pielęgnowanie pamięci ich sławnego przodka prosi pana o przyjęcie za moim pośrednictwem
kopertę zawierającą określoną sumę umożliwiającą pokrycie chociażby w części kosztów ustanowienia tego pomnika, ale również
jego pielęgnację i konserwację w przyszłości.
Wszystkim tutaj zebranym a w szczególności tym, którzy się aktywnie przyczynili do ustanowienia pomnika Fryderyka von
Reden w imieniu społeczeństwa Górnego Śląska, rodziny von Reden z Dolnej Saksonii oraz własnym wyrażam serdeczne podziękowanie.
W ten sposób przyczyniliście się do umocnienia pomostu łączącego narody po obu stronach Odry w imię zjednoczonej i
pokojowej Europy.
Dziękuję Wam jeszcze raz za przybycie na odsłonięcie pomnika i stworzenia mi możliwości wygłoszenia tego przemówienia”.
Arnd von Reden
Niech wręczony przez prezydenta Miasta Chorzów, Marka Kopela okolicznościowy „Medalion F.W.von Redena”
autorstwa chorzowskiego rzeźbiarza, za duży wkład pracy w tym temacie, m.in. dla rodziny von Reden, rzeźbiarza Augustyna Dyrdy,
sponsorom, stowarzyszeniom - służy przykładem i przypomina chwile, kiedy na Śląsku, czyli na europejskim kontynencie zastosowano
najnowsze technologie produkcjne, a wraz z nimi dawniejszą Hutę Królewską, dzisiaj Chorzów, rozsławione były na całym świecie. W
imię chlubnej tradycji tej ziemi, kontynuujmy ją dalej.
A przetłumaczone przemówienie pana Arnda von Reden z Muehlacker na język polski niech da światło na dzisiejszego
wielkiego Europejczyka, Ślązaka i człowieka - ustami krewnego, ducha niewinnego człowieka.
Peter Karl Sczepanek
Członek Europa Nostra, Pan-Europa
BHG-Plesser Land e.V.
Załącznik
14 wybranych zdjęć autora z całego wydarzenia.
PS.
Grupa Miłośników Ziemi Pszczyńskiej (BHG Plesser Land e.V.)
ma zaszczyt odznaczyć Augusta Dyrdę honorowym medalionem Mater Silesia (wg. Augusta Kissa - Amazonka), naszego
Stowarzyszenia, za propagowanie domowiny plesskiej, poprzez kontynuację wielkiego mistrza Theodora Kalide, na podstawie którego
zrekonstruował model zniszczonego pomnika Friedrich Wilhelm Graf von Reden z 1852 roku:
Rewers medalionu o średnicy 7 cm, z napisem u dołu „Ziemia Pszczyńska”, zaś u góry:
„Dla zasłużonych dla Plesskiej domowiny”, z wygrawerowanym imieniem: „August Dyrda”.
Wokół napisów symbolika identyfikująca tę ziemię, z elementem szybu kopalnianego, młotków górniczych i głowy żubra z rezerwatu w
Plessii, wraz z przyozdobieniami gałązek dębowych i kłosów zboża, i można go zobaczyć:
http://home.t-online.de/home/Koch.Herms/Amazone/amazone.html#medaille
P.K.Sczepanek